Relacje
Nie każde nieporozumienie wymaga wyłonienia winnego
Powiedziałeś to bardzo chłodno. Nie chciałem być chłodny. Oba zdania mogą być prawdziwe. Jedna osoba naprawdę mogła usłyszeć chłód. Druga naprawdę mogła nie mieć takiego zamiaru.
Powiedziałeś to bardzo chłodno. Nie chciałem być chłodny.
Oba zdania mogą być prawdziwe. Jedna osoba naprawdę mogła usłyszeć chłód. Druga naprawdę mogła nie mieć takiego zamiaru.
W relacji czasem trzeba utrzymać obok siebie efekt i intencję.
Jeśli zostanie tylko intencja, druga osoba usłyszy, że nie ma prawa czuć tego, co poczuła. Jeśli zostanie tylko efekt, łatwo przypisać komuś zamiar, którego nie było.
Lepsze pytanie brzmi: co dokładnie usłyszałeś w tym, co powiedziałem. Wtedy widać, w którym miejscu znaczenia się rozjechały.
Po kłótni pomaga konkret, nie kolejne interpretacje
Ludzie wracają do tematu z jeszcze większą liczbą domysłów. Zrobiłeś to, bo. Tak naprawdę chciałaś. Wiem, co miałeś na myśli.
Właśnie wtedy warto zwolnić.
Co naprawdę padło. Co druga osoba z tego zrozumiała. Jakie znaczenie chciał nadać temu, kto mówił. Jaki był skutek.
Taki sposób rozmowy nie jest zarezerwowany dla osób neuroatypowych. Przydaje się wszędzie tam, gdzie konflikt urósł bardziej z odczytania niż z samego zdarzenia.
O powrocie do rozmowy po napięciu piszemy też na PoradnikPsychologiczny.pl w materiale, jak wrócić do rozmowy po kłótni.
Przy AuDHD układ potrzeb bywa jeszcze inny
U jednej osoby mogą współwystępować cechy związane z ADHD i autyzmem.
Chęć spontaniczności spotyka się z potrzebą przewidywalności. Głód intensywnego kontaktu przeplata się z długą regeneracją. Rozmowa bywa szybka i pełna skojarzeń, a niejasny komunikat drugiej osoby wyjątkowo męczy.
To już węższy temat. Relacje przy współwystępowaniu obu profili mają osobny materiał na AuDHD.pl. Neuroatypowosci.pl zostaje przy szerszym pytaniu o różne sposoby komunikowania się i bycia w relacji.
Dostosowanie nie może iść tylko z jednej strony
Łatwo ułożyć model, w którym jedna osoba bez przerwy tłumaczy swój sposób działania, a druga decyduje, co jest normalną rozmową. Na tym trudno zbudować relację.
Jeśli jedna strona potrzebuje większej jasności, druga może częściej mówić wprost. Jeśli druga potrzebuje sygnału, że została usłyszana, pierwsza może taki sygnał dawać. Jeśli ktoś potrzebuje czasu na odpowiedź, rozmówca może zostawić kilka sekund ciszy. Jeśli ktoś często wchodzi w słowo, może pracować nad zostawieniem miejsca na dokończenie myśli.
Nie chodzi o to, by wszyscy mówili tak samo. Chodzi o sposób rozmowy, który obie strony potrafią odczytać.
Neuroróżnorodność może coś wyjaśnić. Nie zdejmuje odpowiedzialności z każdego zachowania
Jest też pułapka odwrotna.
Jeśli ktoś regularnie poniża drugą osobę, ignoruje jasno postawione granice albo wykorzystuje jej zależność, różnica stylu komunikacji nie tłumaczy wszystkiego.
Nie każde ranienie jest „innym sposobem mówienia”. Odpowiedzialność nie znika dlatego, że ktoś ma ADHD, jest autystyczny albo nazywa siebie neuroatypowym.
Zrozumienie mechanizmu pomaga szukać lepszego rozwiązania. Nie powinno kasować wpływu własnego zachowania na drugiego człowieka.
Czasem największa zmiana zaczyna się od odpuszczenia założenia, że druga osoba wie
Wie, że potrzebuję ciszy. Wie, że „może” znaczy nie. Wie, że brak odpowiedzi oznacza przeciążenie. Wie, że nie lubię zmian planu. Wie, że pytanie „dlaczego” nie jest atakiem. Wie, że gdy opowiadam podobną historię, chcę pokazać, że rozumiem.
Bardzo często nie wie.
A gdy dwie osoby czytają komunikację według różnych zasad, może wiedzieć jeszcze mniej, niż każdej z nich się wydaje.
Relacja nie wymaga, by obie strony zaczęły działać tak samo. Może wymagać czegoś znacznie prostszego. Mniej zgadywania. Więcej sprawdzania, co druga osoba naprawdę miała na myśli.